- Kategoria: Śladem zapomnianych pieśni
Historia istnienia wyryckich zespołów śpiewaczych
Ze wspomnień Mariana Chyżyńskiego
autora publikacji pt. "Wyryki. Śladem zapomnianych pieśni"
Zainaugurowany w 1966 roku Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym znacząco przyczynił się w latach 70-tych do wzrostu zainteresowania folklorem muzycznym. Niestety popularność nie zawsze szła w parze z jakością śpiewanych pieśni i granych melodii. Po kilku latach istnienia Festiwalu jego inicjator i organizator – Wojewódzki Dom Kultury w Lublinie – postanowił objąć merytoryczną opieką żywiołowo powstające wówczas zespoły śpiewacze kół gospodyń wiejskich. Zespoły te, określające się jako ludowe, w olbrzymiej większości prezentowały radosną twórczość, czyli własne okolicznościowe teksty zwykle dopasowane do jednej z powszechnie znanych melodii. Zespołom tym z reguły towarzyszył mężczyzna bezskutecznie udający, że potrafi grać na akordeonie. Takich zespołów było wtedy najwięcej i należało możliwie szybko zapał i zdolności śpiewających kobiet sensownie ukierunkować, tym bardziej, że kolejne nowo powstające zespoły bezkrytycznie wzorowały się na tych już istniejących. Pierwszoplanowym zadaniem było uświadomienie śpiewającym kobietom, że to repertuar (tradycyjne pieśni przodków), a nie wyłącznie miejsce zamieszkania decyduje o tym, by zespół miał prawo określać się jako ludowy.
Charakterystyczną i ciekawą historię Wyryk i okolic stanowi język ludu. Do 1945 roku wieś i okolice po części zamieszkiwała ludność prawosławana, posługująca sie w mowie łamanym i daleko spolszczonym językiem ukraińskim. Innego języka dosłyszeć można było przy sąsiedzkich dworach, gdzie ludność często była napływowa. Mazurską odmianą gwary mówiła ludność katolicka – polska, na dodatek rozgwar wsi i jej przeróżne akcenty ożywiali Żydzi, mieszkający tutaj całymi rodami. Z mieszanki tych trzech stylów językowych powstały swoistego rodzaju określenia, charakterystyczne jedynie dla tej części Lubelszczyzny.
Obrzędy weselne były najokazalsze i najbardziej urozmaicone. Nie tylko w Wyrykach, ale w większości polskich wsi w XIX i na początkach XX wieku wybór przyszłej żony zależny był od woli rodziców. Kiedy rodzice doszli do wniosku, że czas było syna ożenić, wybierali mu pannę, a następnie do jej rodziców wysyłali swata. O swataniu mówi pieśń: